Archiwum kategorii: Aktualności

Nie jesteśmy sami

Zapraszamy do wysłuchania (lub przeczytania) homilii wygłoszonej dla Małżeństw Pragnących Potomstwa 9-go września 2018 r. w kaplicy bł. Jerzego Matulewicza na warszawskich Stegnach przez naszego duszpasterza, ks. Tomasza Nowaczka MIC.

9 WRZEŚNIA 2018
Niedziela XXIII tygodnia okresu zwykłego

Pierwsze czytanie (Iz 35, 4-7a)
Powiedzcie małodusznym: „Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by was zbawić”. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło wykrzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód.

Drugie czytanie (Jk 2, 1-5)
Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego, Jezusa Chrystusa uwielbionego, nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato przyodzianego i powiecie: „Ty usiądź na zaszczytnym miejscu”, do ubogiego zaś powiecie: „Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego”, to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?

Ewangelia (Mk 7, 31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: „Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.

Homilia
Dzisiejsze Słowo jest niezwykle pięknym podarunkiem od Pana Boga, który wszystkim tu obecnym dał łaskę jego usłyszenia. My oczywiście szukamy w nim pocieszenia, szukamy jakiegoś egzystencjalnego przykładu, który dotykał by nas w tym duchowym i fizycznym strapieniu niemożności posiadania potomstwa.

To Słowo jest żywe i skuteczne, przenika głębiej niż miecz obosieczny, zdolne jest ocenić Twoje serce, Twoje pragnienia, oddzielić dobro od zła, precyzyjnie to zdefiniować i tak pociągnąć ku sobie, że zapragniesz tym Słowem żyć. Wręcz chciałbyś ażeby Ono stało się Twoim ciałem. Tak jak w Maryi, opiekunce Kościoła, Słowo poczęło się pod sercem – pod JEJ sercem, ujrzało światło dzienne, dzieliło nasz ludzki los, umarło na krzyżu i chwalebnie zmartwychwstało. Słowo które stało się człowiekiem zmartwychwstało, czyli powiedziało, że jest życie ponad śmiercią, jest życie ponad grzechem, jest dobro, jest miłość. Miłość większa od nienawiści i zła. To jest miłość, która jest początkiem, która nieustannie stwarza życie.

Człowiekowi chce się żyć nie tylko dlatego, że coś posiada i coś wypełnił, spełnił, ale dlatego, że widzi przed sobą sens, do którego dąży. Sens, który pociąga. A jakże pociąga druga osoba… Czas zakochania, kiedy czujecie się pociągani, fascynujecie się sobą nawzajem, a Pan Bóg przygotowuje ten moment, byście powiedzieli sobie „tak” i stali się mężem, żoną; na całe życie. A w nim pojawia jest Jezus przychodzący ze swoją obietnicą, że jest lekarzem wszelkich chorób, wszelkich dolegliwości.

Jedno z piękniejszych słów dzisiejszej liturgii słowa to „Odwagi! Nie bójcie się!”. Świat będzie nieustannie mówił, że coś jest niemożliwe, ale Bóg mówi „Odwagi!”. Oto jest Bóg, który zwyciężył śmierć i zło – „przychodzi Boża odpłata” – On sam przychodzi żeby nas zbawić, On sam przychodzi, aby uczynić dobro w każdym z nas.

I wreszcie w liście św. Jakuba Apostoła jest słowo do Was (a także do mnie), ponieważ każdy człowiek, który odczuwa brak, otrzymuje od Ducha Świętego dar pokory i bojaźni bożej, czyli uznania, że Bóg wie lepiej, że zna moją egzystencjalną sytuację, zna ten stan życia, w którym czasem Go oskarżam, kłócę się z Nim, nie rozumiem, zadaję pytania, złoszczę się. Ten Bóg przychodzi do człowieka pełnego bojaźni przed Nim i przychodzi ze słowem pocieszenia. I taki człowiek jest wtedy podobny do wszystkich ubogich tego świata, ale „ubogi” to nie jest nędzarz. Ubogi to ktoś, kto zna prawdę o sobie i zna prawdę o Tym, który niejednokrotnie przekonywał o swojej miłości i dobroci – zna prawdę o Bogu. O Tym, który w drugim człowieku, a ostatecznie w Jezusie Chrystusie, i przede wszystkim w Nim, objawił się bliski mojemu życiu.

Jedno z naszych małżeństw od tygodnia cieszy się potomstwem, które poczęło się blisko rok temu. Jednak początkowo sytuacja była bardzo trudna – dramatyczna diagnoza: dziecko będzie z poważnym schorzeniem, wręcz z umysłowym „zniknięciem”. Nagle okazuje się, że coś, co jest wyczekiwane staje się swoistym egzaminem dla mojego serca, dla mojej myśli o Panu Bogu. Mogliśmy tylko modlić się wspólnie, a dziś… cieszymy się wspaniałym dzieckiem, wspaniałym, zdrowym chłopcem. Dziesięć punktów na dziesięć w skali Apgar to jest coś  jest absolutnie różnego od tego, co początkowo człowiek był w stanie ocenić. Daliśmy Panu Bogu czas, pozwoliliśmy Panu Bogu działać w mocy Ducha Świętego tak, aby przygotowywał nasze serca na wdzięczność, za to że zawsze był wierny swym obietnicom. Ale najpierw dał ducha ojcu i matce, że pośród niepokoju i trudu podjęli decyzję na tak – to jest nasze dziecko bez względu na to, co będzie. I Bóg wierny swym obietnicom błogosławi –  oto zdrowy człowiek!

Słowo mówi dzisiaj do nas, do mnie: czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy go miłują?

Miłować Pana Boga, miłować siebie nawzajem, to nie jest tylko emocjonalne przylgnięcie. Miłość to jest także decyzja. Podejmuję decyzję wchodząc w miłość, która jest trudna i niezrozumiała. Nie wiem dokąd mnie zaprowadzi ta Boża obietnica, ale jest to moment zaufania i decyzji. Jak Abraham wychodzę z ziemi, która jest dla mnie znana, a idę do ziemi, którą obiecuje Ten, którego uznałem za wyższego ode mnie, za wiedzącego lepiej. On musi mieć dobry pomysł na moje życie. Lecz ta decyzja nie przychodzi łatwo. Powie Jan Paweł II, nasz Święty u Boga, w pięknej i wcale niełatwej książce „Osoba i czyn”, że „osoba wzrasta przez decyzje i dojrzewa przez decyzje; bierze odpowiedzialność za decyzje i rozeznaje te decyzje”.

W taki sposób w miłość wchodzimy my, ubodzy tego świata po to abyśmy byli bogaci wiarą i zaufaniem. A Bóg nie pozostawia nas nagich w tym doświadczeniu, tylko nieustannie pokazuje nam, że wypełnia swoją obietnicę. Dlatego, że – przyzywam ten przykład z narodzinami tego „zwykłego” dziecka – Bóg uszczęśliwia rodziców, daje im nowe życie. Bóg daje też NAM konkretny znak. Znak, że nas nie opuszcza, że jest w mocy wypełnić przestrzeń – pewną pustkę serca, pustkę mojego łona, żebym mogła/mógł się otworzyć na życie i na sposób w jaki to życie przyjdzie do mnie.

I wreszcie Ewangelia, to jeszcze jedno świadectwo samego Boga – Jezusa Chrystusa, które przechował pierwotny kościół i podał w Ewangelii św. Marka: uzdrowienie głuchoniemego.

Czasami ból wobec Pana Boga jest tak wielki, że zatyka nam gardło. Jestem tak zmęczony wołaniem, jestem tak zmęczony modlitwą, jestem tak zmęczony innymi ludźmi, którzy czasem mi złorzeczą, albo stawiają pewne tezy, które mnie obrażają, dotykają, ranią. I mówię „dlaczego to mnie wszystko spotyka?” Jestem głuchy, jestem ślepy, potrzebuję tego, o czym mówi Jezus: „Effatha – otwórz się”. Ale zobaczmy – On przychodzi w konkretnych okolicznościach: Chrystus bierze kogoś poza tłum, poza zgiełk. Może jest i tak, że to zgiełk naszych pragnień, czy może raczej nasze pragnienia zamieniają się w swoisty zgiełk, targowisko, przerzucają się nawzajem i nie rozumiemy już samych siebie w tych pragnieniach: „może chcę to, a może coś innego”…

Chrystus zaprasza nas byśmy poszli za nim, na „miejsce osobne”. Osobne od tłumu, osobne od tego wszystkiego, co zajmuje moją głowę, co poraniło moje serce. Po co? Po to, aby wejść w bardzo intymny moment: dotyka palcami moich uszu i – jeszcze mocniej – śliną dotyka języka. „A spojrzawszy w niebo westchnął” pełen współczucia, empatii. Taki jest Bóg, taki jest Emmanuel: bliski nas. Zobaczcie jak mocno przybliżył się do człowieka. „Westchnął i rzekł do niego Effatha – otwórz się”. A zatem nie jesteśmy sami. Sam Jezus Chrystus modli się za nas.

Dlatego przychodzimy na Eucharystię, by doświadczyć Jego modlitwy. To nie tylko my wołamy, modlitwą. To też On woła do Ojca za nami: żeby Bóg otworzył Twoje uszy, otworzył Twoje oczy, otworzył Twoje łono, obdarzył Cię życiem, którego pragniesz. To trzeba sobie mocno uświadomić: Bóg woła za nami, Chrystus woła do Ojca za nami, a w ten sposób uczy też nas wołać do Ojca. My się w ten sposób nawracamy, próbujemy Go naśladować, pójść razem z Nim na miejsce osobne, wysłać kogoś do Boga, prosić o modlitwę, aby ktoś przez tę modlitwę, albo przez gest fizyczny dotykał rzeczywiście moich uszu, śliną dotykał mojego języka, czyli czynił gesty miłości bardzo głębokie – współ-czuł, był empatyczny, szanował moją osobność, a jednocześnie zapraszał do głębokiego zjednoczenia.

Prośmy zatem Ducha Świętego, żeby podczas tej Eucharystii otwierał nasze uszy, otwierał nasze oczy, otwierał serce, a myślę, że niejeden cud w tej niewielkiej wspólnocie będzie możliwy, i że z powodu niejednego cudu będziemy mogli uwielbiać Boga, który jest większy od naszej słabości.

Duszpasterstwo partnerem Marszu dla Życia i Rodziny

Miło nam poinformować, że Duszpasterstwo Małżeństw Pragnących Potomstwa dołączyło do grona partnerów XIII Marszu dla Życia i Rodziny w Warszawie, którego organizatorem i koordynatorem jest Fundacja Centrum Życia i Rodziny (CZiR).

W tym roku Marsze dla Życia i Rodziny przejdą ulicami aż 150 polskich miast! Dniem kulminacyjnym będzie niedziela 10 czerwca. Tego dnia ulice Warszawy oraz kilkudziesięciu innych miejscowości zapełnią się ludźmi, dla których ochrona ludzkiego życia, małżeństwa i rodziny jest fundamentem i gwarancją pomyślności Polski.

Tak o Marszu mówi jeden z jego organizatorów – ks. Łukasz Chruściel:

„Marsz jest doskonałą formą promowania rodzinnego stylu życia i powołania do ojcostwa i macierzyństwa. Cieszę się, że te marsze mają charakter afirmatywny! Nie wychodzimy na ulice naszych miast przeciwko komuś! Idziemy w kolorowych korowodach by zamanifestować nasze przywiązanie do chrześcijańskiego stylu budowania rodziny na solidnych fundamentach.”

Cały wywiad z ks. Łukaszem dostępny jest pod tym linkiem na witrynie CZiR.

Do udziału w marszach zaproszone są całe rodziny z dziećmi, osoby starsze, duchowni i wszystkie osoby, które pragną publicznie dać wyraz troski o każde ludzkie życie i umocnienie polskich rodzin.

Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej organizatora www.czir.org, stronie Marszu www.marsz.org oraz w tej informacji  prasowej.

Warszawski Marsz dla Życia i Rodziny rozpocznie się 10 czerwca  o godzinie 11 Mszą Świętą w kościele pw. św. Aleksandra (ul. Książęca 21 przy placu Trzech Krzyży), po której około godziny 12:15 uczestnicy przemaszerują z placu Trzech Krzyży na plac Zamkowy.
Zachęcamy do uczestnictwa.

Małżeństwa Pragnące Potomstwa

Zaufaj Bogu – On ma dla Ciebie najlepszy plan

Duszpasterstwo Małżeństw Pragnących Potomstwa to dla nas bardzo ważne miejsce. Trafiliśmy tu w trudnym dla nas momencie. Po trzech latach starań o dziecko byliśmy pełni smutku i rozczarowań. Wiedzieliśmy, że musimy coś z tym zrobić i na nowo zacząć żyć. Myśleliśmy o psychologu, a znaleźliśmy msze i spotkania Duszpasterstwa Małżeństw Pragnących Potomstwa. To Pan Bóg nas pokierował. Najpierw poszliśmy na Mszę, później postanowiliśmy przyłączyć się do dni skupienia w Grąblinie. Był to dla nas bardzo dobry czas. Powoli wszystko zaczęło się w nas zmieniać na lepsze. Zaczęliśmy zbliżać się do Boga, a świadectwo innych i poczucie wspólnoty pozwoliły nam odnaleźć wewnętrzny spokój. Poznaliśmy wspaniałych ludzi i sposoby jak radzić sobie z problemem, którego doświadczamy.

Od dawna kiełkowała w nas myśl o adopcji. Tu mieliśmy możliwość poznać rodziny adopcyjne, małżeństwa, które były w trakcie procedur adopcyjnych. Dzięki nim rozmył się strach przed nieznanym. Podjęliśmy decyzję o adopcji. Znaleźliśmy naszą nową drogę i powołanie. Jednak nie było łatwo, procedury się przeciągały, wracał strach. Bliskość Boga, wspólne spotkania modlitewne, uwielbienia pozwoliły go zwalczyć.

Dziś jesteśmy rodzicami Krzysia. Szczęśliwi, z wieloma wspaniałymi przyjaciółmi. Z perspektywy czasu możemy przyznać, że okres oczekiwania w duszpasterstwie, mimo problemów które nas trapiły, to dobry czas. Będziemy go wspominać do końca naszego życia.

Chwała Panu!

Agnieszka i Tomek

Zapraszamy na Dni Skupienia dla Małżeństw Pragnących Potomstwa

Z radością informujemy, że w dniach 26 i 27 maja odbędą się Dni Skupienia dla Pięknych Małżeństw Pragnących Potomstwa, których temat przewodni brzmi:

„Żyj ze Mną w zażyłości i bądź bez skazy” (Rdz 17,1)

Tym razem zapraszamy do Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej w Loretto – niezwykłego miejsca położonego wśród lasów, nad rzeką Liwiec, 60 km od Warszawy, gdzie w zaciszu ścieżek różańcowych, pochylając się nad Słowem Boga, dającego nam zawsze nową Nadzieję, będziemy mogli pogłębić nasze relacje z Bogiem i między sobą, a także odkryć i przekazać innym „mistykę” życia razem.

Podczas pogłębionej modlitwy, konferencji i Eucharystii pragniemy, idąc za najnowszym nauczeniem proroka naszych czasów Ojca Świętego Franciszka, „rozpoznawać, jakie jest to słowo, to orędzie Jezusa, które Bóg chce powiedzieć światu poprzez nasze życie” (adhortacja apostolska Gaudete et exsultate).

W modlitwie różańcowej chcemy w sposób szczególny polecać małżonków pragnących potomstwa na każdym etapie ich zmagania się z misterium Bożych Dróg.

Dni Skupienia poprowadzi ks. Łukasz Mazurek MIC.

Wszelkie pytania i zapisy prosimy kierować na maila: pragniemypotomstwa@gmail.com
Rozpoczęcie spotkania w sobotę rano około godziny 9.00, a zakończenie w niedzielę obiadem około godziny 14.00.
Informacje o Dniach Skupienia znajdziecie także na naszym koncie na facebooku.

Serdecznie zapraszamy Piękne Małżeństwa

Jesteśmy powołani by mieć życie szczęśliwe w Bogu

Zapraszamy do wysłuchania homilii wygłoszonej dla Małżeństw Pragnących Potomstwa 13-go marca 2018 r. w kaplicy bł. Jerzego Matulewicza na warszawskich Stegnach przez naszego Duszpasterza – ks. Tomasza Nowaczka.

(J 3, 14-21)
Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu”.

 

…tam, gdzie rozlewa się cierpienie, jeszcze obficiej rozlewa się łaska Pana.

Zapraszamy do wysłuchania słowa, które wygłosił do nas
ks. Marek Otolski MIC, proboszcz parafii NMP Matki Miłosierdzia, 11 lutego 2018 r. w kaplicy bł. Jerzego Matulewicza na warszawskich Stegnach.

Ze względu na słabą jakość nagrania poniżej zamieszczamy czytania z dnia oraz treść homilii.

Pierwsze czytanie (Kpł 13, 1-2. 45-46)
Tak mówił Pan do Mojżesza i Aarona: „Jeżeli u kogoś na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama, która na skórze jego ciała jest oznaką trądu, o przyprowadzą go do kapłana Aarona albo do jednego z jego synów kapłanów. Trędowaty, dotknięty tą plagą, będzie miał rozerwane szaty, włosy nieuczesane, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem”.

Ewangelia wg Św. Marka (Mk 1, 40-45)
Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”. A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź
oczyszczony”. Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: „Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Homilia

Kiedy jesteśmy chorzy, to zaraz biegniemy do lekarza, ale musimy się naprawdę źle czuć, żeby do niego pójść, bo najpierw leczymy się swoimi sposobami.

Trąd – straszna choroba. Obecnie na świecie, co roku zapada na nią 200 tysięcy osób. Dziś może jest trochę inaczej niż za czasów Chrystusa – obecnie są lekarstwa, są lazarety gdzie chorzy mogą przebywać. Natomiast my musimy wejść w sytuację trędowatych tamtych czasów i tamtego prawa. Przede wszystkim trąd, to choroba, w której gnije ciało; która powoduje, że człowiek śmierdzi, a drugi nie chce do niego przyjść. Jest chorobą okrutną, bo niszczy wszelkie relacje – trędowata osoba, według ówczesnego prawa musiała, jak słyszeliśmy, iść i krzyczeć, że jest nieczysta, że jest skażona. W konsekwencji chory musiał wyjść ze swojej społeczności, ze swojej rodziny, żyć gdzieś na uboczu (być może z innymi trędowatymi), nie mógł do nikogo podchodzić, a każdy kto się go dotknął natychmiast stawał się nieczysty i wymagał rytualnego oczyszczenia.

W taką właśnie rzeczywistość, bracia i siostry, wchodzi Jezus. Rzeczywistość musiała być dla trędowatego bardzo trudna. Prawdopodobnie był tak udręczony, że nie widział już ratunku, nie widział znikąd pomocy. Pozostał mu tylko Jezus. I jak słyszymy, na prośbę trędowatego wyrażoną w słowach „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”, Jezus zdjęty litością dotyka go i mówi „Chcę, bądź oczyszczony”.

Najważniejsze: dotyka.

W Piśmie Świętym znajdziemy kilka przypowieści, w których błagający o uzdrowienie są natarczywi, są nieustępliwi. Nie tak dawno mieliśmy czytanie o kobiecie, Syrofenicjance, która pragnęła zdrowia dla swojego dziecka i tak długo dyskutowała z Chrystusem, aż ten uznał, że ma ona wiarę gotową do tego, by dać jej to, o co prosi.

Inny przykład zawiera jedna z katechez kościoła pierwotnego – katecheza o niewidomym Bartymeuszu, żebrzącym pod murami Jerycha. Gdy usłyszał on, że w pobliżu właśnie przechodzi Jezus, zaczął wołać „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Chrystus idzie dalej lecz on nadal woła. Natarczywie i nieustępliwie. Ciekawe w tej historii jest to, że kiedy Jezus każe przyprowadzić Bartymeusza do siebie, to wydawać się mogło, że jak w dzisiejszej ewangelii, zdjęty litością od razu go uzdrowi, a jednak Chrystus zadaje pytanie: „Co chcesz, abym ci uczynił?”.

Z tych ewangelii płynie dla nas nauka, że także i do nas Chrystus przychodzi i pyta „Co chcesz? Co chcesz żebym Ci uczynił?”, a my musimy Mu odpowiedzieć i w stu procentach zawierzyć. I uwierzyć.

To jest chyba też problem naszego życia, naszych czasów, że wierzymy może w dziewięćdziesięciu procentach, ale jednak zostawiamy sobie te dziesięć procent, tę furtkę, bo „a nuż Pana Boga nie ma?”. I okazuje się, że tak do końca nie umiemy Mu zaufać, a przecież właśnie tego pełnego zaufania chce od nas Chrystus. Tego, abyśmy zawierzyli, że to co nam dzisiaj daje jest Jego drogą. Może nie najlepszą według naszego rozumu, ale jednak najważniejszą według Niego, a przede wszystkim prowadzącą do Niego.

Druga, ważna myśl to ta, że Jezus zdjęty litością wyciągnął rękę i dotknął trędowatego. Dzisiejszy świat nie lubi mówić ani o cierpieniu, ani o chorobie i raczej nie pragnie tego, żeby ktoś był głaskany, przytulany. Problem cierpienia i choroby jest odsuwany, a w przytulaniu dostrzega się coś złego, chociaż przecież jest to coś jak najbardziej dobrego, normalnego.

Nie tak dawno przez jedną z mam dzieci pierwszokomunijnych zostałem zapytany „po co w ogóle pierwsza spowiedź przed komunią świętą, po co wpędzać dziecko w stres i po co w ogóle wzbudzać w nim jakieś poczucie winy?” (Nawiasem mówiąc, w Niemczech doszło do tego, że o dziesięciorgu przykazań, o ich przekroczeniu mówi się dopiero w szóstej klasie. U nas mówi się o tym w klasie drugiej, trzeciej, aby dziecko umiało rozróżnić co jest dobre, a co złe.)

Takie pytania, te wątpliwości, bracia i siostry, skłaniają do refleksji i postawienia sobie i Wam pytania: czy my pozwalamy Panu się dotknąć? Czy chcemy, aby nas dotykał, czy raczej przed Jego dotykiem uciekamy? Czy my, zgromadzeni w naszej ojczyźnie pozwalamy Panu Jezusowi uzdrawiać nasze życie?

Pamiętajmy, że Chrystus chce wejść w nasze życie, chce nas dotykać i uzdrawiać, ale pamiętajmy też, że Bóg nigdy nie wchodzi w to życie z butami. Zawsze zostawia nam decyzję: „jeśli chcesz”. Jeśli nie chcesz, Pan do ciebie nie przyjdzie. On nie jest gwałtownikiem, nie wchodzi w nasze życie i w nasze relacje siłą. Jest miłujący i co więcej – upodobał sobie tych, którzy cierpią i tych którzy w różny sposób chorują. Pamiętajmy, że tam, gdzie rozlewa się cierpienie, jeszcze obficiej rozlewa się łaska, bo bez Łaski Pana nie bylibyśmy w stanie udźwignąć cierpienia. Nie bylibyśmy w stanie.

Dlatego może niech towarzyszy nam taki obraz z życia świętego Jana Pawła II, który zawsze gdy gdzieś jechał, spotykał się z chorymi. Jakby czuł, że tam jest Łaska, że tam jest Pan i tam można doświadczyć Jego działania.

Wołajmy więc głośno do Pana w czasie tej Eucharystii o to, czego potrzebujemy i pozwólmy Mu aby nas dotknął, by wylał na nas swoją łaskę, przemienił nas i aby oderwał od nas to, co jest naszym cierpieniem, co jest też naszym grzechem, bo grzech też się wiąże z cierpieniem.