Archiwum kategorii: Aktualności

Czy jesteście otwarci na życie?

Co miesiąc zamieszczamy na naszej stronie homilie wygłoszone dla nas na Mszy Świętej. W tym miesiącu zamiast nagrania mamy dla Was tekst zredagowany na podstawie homilii wygłoszonej na Mszy dla Małżeństw Pragnących Potomstwa przez ks. Piotra Kabulskiego. Zachęcamy.

„Złóż, Jeruzalem, szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana.” (Ba 5,1) To początek pierwszego czytania z niedzieli 9-go grudnia, a w kontekście naszego zmagania się z pytaniem czy będziemy mieć dzieci, czy nie, zdanie to pokazuje, że Pan Bóg daje nam dziś pewną obietnicę. Ale uwaga: pomiędzy nią, a jej realizacją może przyjść demon, który będzie chciał wszystko zniszczyć.

Dobrym przykładem jest tu historia Abrahama. Gdy otrzymuje on obietnicę upragnionego potomka, początkowo jest zachwycony. Jednakże czas mija, obietnica się nie wypełnia więc Abraham kombinuje po swojemu – ma syna z niewolnicy. I tu już wkrada się demon, a przecież nie o to chodzi Panu Bogu w naszym życiu. A o co chodzi?

Na początek warto przypomnieć sobie co jest istotą małżeństwa, jego sednem, co jest związane z chwilą jego zawarcia… Z pewnością istotą małżeństwa nie jest potomstwo. Jest nią sam sakrament, ten którego małżonkowie udzielają sobie wzajemnie oraz to czy ten sakrament pielęgnują. Jak to czynić? Przede wszystkim módlcie się razem i prosicie siebie nawzajem o wybaczenie. Być może ten czas oczekiwania przez Was na potomstwo jest czasem zradzania miłości między Wami; czasem potrzebnym, bo ta miłość MUSI być między Wami. Ona jest pierwszą rzeczą jakiej Bóg od Was wymaga. Jeżeli będzie w Was prawdziwe zakochanie, to będzie również odpowiedź Pana Boga na Wasze życie.

Mężu, kiedy ostatni raz kupiłeś swojej żonie biżuterię bez okazji? Możesz powiedzieć „moja żona nie nosi biżuterii”, ale przecież biżuteria nie jest do noszenia. Jest od tego by leżała w szufladzie. To taka inwestycja. Kto więc ma kupować, sąsiad? Żono, kiedy Ty swojemu mężowi kupiłaś jakąś rzecz bez okazji? Tylko dlatego, że jest wtorek albo środa. Tu oczywiście nie chodzi o kupowanie czegokolwiek, ale o zakochanie, o te drobne gesty, świadczące o Waszej miłości. Tak więc módlcie się mężowie: „obym mógł być zawsze zakochany w mojej żonie” i żony: „obym mogła być zawsze zakochana w moim mężu”, i razem: „Boże, obyśmy byli naprawdę otwarci na wolę Twojego Syna w naszym życiu”.

Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Pamiętajcie jednak tym co jest pomiędzy obietnicą Boga, a jej realizacją, a mianowicie o tym, że chęć zrodzenia dziecka może być także pułapką, w której będziecie ranić siebie nawzajem, albo innych ludzi. Może być przecież i tak, że Bóg odkłada poczęcie dziecka w Waszym życiu na pewien czas po to, żebyście mieli świętość między sobą, a ludzie patrząc na Was by mówili „to są ci, którzy się kochają, mają między sobą jedność”. Bóg zostawia Wam wolność i bardzo delikatnie mówi „jeśli chcesz”. I jeżeli dziecko się urodzi, to dla Boga większą wartością jest to, abyście Wy, jako małżeństwo sakramentalne trafili do nieba, niż jako pokłóceni ludzie żyli obok siebie.

Setki lat temu przeprowadzono pewien eksperyment polegający na tym, że wybrano pewną grupę dzieci, przebierano je, karmiono, zaspokajano tylko ich podstawowe potrzeby fizjologiczne, ale po tym od razu odkładano. I to wszystko. Po pewnym czasie okazało się, że eksperyment trzeba było przerwać, bo… dzieci umierały. Umierały gdyż dziecku jest potrzebna bliskość, przytulanie, słowo. Nam wszystkim jest potrzebne Słowo. Jest potrzebne by to dziecko Boże w nas się rozwijało. Być może w jakimś wymiarze jesteście zranieni, w czymś pogubieni, oszukani przez demona i musicie przeżyć ten czas uzdrowienia i przytulenia przez Pana Boga.

Jest w chrześcijaństwie taka ikona, na której Maryja przytula Pana Jezusa do policzka. Po rosyjsku to się nazywa Умиление (czyt. umiljenie), czyli „ukochanie, ucałowanie”. Może i Ty musisz poczuć się tak ukochany w ręku Pana Boga, w którym też musisz się zakochać. Po to, żebyś wiedział, że jest Wszechmogący, że jest ponad wszystkimi Twoimi słabościami, ale też ponad Twoimi bogactwami i całą Twoją mocą.

Jest jeszcze jeden eksperyment, o którym warto wspomnieć w tym momencie. Został on przeprowadzony na ssakach wychowywanych w ogrodach zoologicznych. Gdy okazywało się, że zdrowe pary nie mogą mieć potomstwa i zwierzęta zaczęły wymierać postanowiono wywozić je w te miejsca skąd pochodzą, na ogrodzony kilkuhektarowy teren. Po roku okazało się, że pary te wracały do zoo z młodymi. To ich zamknięcie, ich niewola była przyczyną braku potomstwa.

Jak to się ma do nas i naszej sytuacji? Musimy sobie uświadomić, że człowiek w niewoli także nie może urodzić. Może warto zadać sobie pytanie „w jakiej niewoli Ty teraz jesteś?”, „z jakiej niewoli Jezus Chrystus musi Ciebie wyzwolić?”, „z jakiej niewoli musisz usłyszeć Jego słowa, że nie pamięta Twoich grzechów? Idź i nie grzesz więcej”. Może ten czas oczekiwania jest czasem bardzo specyficznych i tylko dla Ciebie przeznaczonych rekolekcji? I być może jest on po to, abyś później, kiedyś mógł być genialnym ojcem, fantastyczną matką.

To nie Bóg się pomylił. On ma dla Ciebie wspaniały plan, ale czas jego realizacji należy do Niego. W końcu także i do Nas Słowo mówi „nie wasza to rzecz znać czasy i chwile” (Dz 1,7). Być może ta sytuacja zmagania z Twoją płodnością jest też po to, abyś był wojownikiem Pana Boga, abyś była tą, która będzie mówiła, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, aby Bóg mógł spytać Cię jaka jest Twoja wiara i gdzie jest Twoje serce?

W rodzinach jest tak, że mężczyzna jest zawsze obrazem miłości Pana Boga, a dziecko mniej więcej do dwunastego roku życia jest zakochane w swoim ojcu. Natomiast później, gdy zaczyna ono dojrzewać, to zaczyna się przeciwko ojcu buntować. Mówi nagle „nie jest taki genialny ten mój ojciec”. Zaczyna trochę pyskować, trochę się stawiać… Czy nie jest to trochę obraz naszej relacji z Bogiem? Może jesteś właśnie na etapie pyskowania, mówienia Mu „przepraszam bardzo, pomyliłeś się w mojej historii życia”. Spytaj siebie czy rzeczywiście modlisz się o wiarę, o to, co Pan Bóg przewidział dla Ciebie i czego Ty tak konkretnie chcesz od Pana Boga? Obyś nie chciał tylko dziecka dla siebie jako mężczyzna, czy kobieta bez jedności ze swoją żoną, mężem.

Zastanówcie się też czy faktycznie jesteście otwarci na życie, czy raczej Wasz plan jest taki, że chcecie mieć jedno dziecko. A co, jeśli Bóg da Wam bliźniaki, trojaczki, albo i więcej…? Czy zgadzacie się na taki plan Boży? Tak więc jeśli Bóg dziś Ciebie spyta: modlisz się o dziecko, czy może o bliźniaki, to cóż? Panie Boże – oby były bliźniaki!…

Można by mnożyć przykłady za wstawiennictwem ojca Stanisława, ale najbardziej niesamowite wydaje się to, że jest on patronem, który daje życie. Życie w sensie dziecka, ale też życie w wymiarze Waszej rodziny, małżeństwa. Módlcie się więc o życie między wami, o to życie dla was – w postaci dzieci oraz o to byście umieli odpowiedzieć na pytanie Pana Boga „czy jesteście na życie otwarci”.

Módlcie się zatem do Boga Ojca, za wstawiennictwem naszej Matki Maryi oraz św. o. Stanisława od Jezusa i Maryi Papczyńskiego:
Bądź błogosławiony Boże za to, że jestem mężczyzną, za to, że dałeś mi cudowną żonę. Bądź błogosławiony Panie Boże za mojego męża, za tego, którego mam obok siebie, za to, że naprawdę jesteś wierny powołaniu mojego życia. Jeżeli jest Twoją wolą, jeśli chcesz, to proszę Cię dzisiaj o to, żebyś mi dał potomka – córkę, syna, może bliźniaki. Proszę Cię żebyś mnie pocieszał w sytuacji, w której demon, a czasem i wielu moich bliskich i znajomych oszukuje mnie tylko dlatego, że nie mam dziecka. Bądź błogosławiony Boże za to wszystko co robisz, bo tylko Ty jesteś Dobry i Święty.

Amen.

Niech mi się stanie według słowa Twego

Od września tego roku w Sanktuarium św. Stanisława Papczyńskiego w Górze Kalwarii, w każdą drugą sobotę miesiąca po Mszy Św. o godzinie 17 odbywa się nabożeństwo z modlitwą o uzdrowienie i dar potomstwa.

Tak się pięknie złożyło, że druga sobota grudnia przypadła w tym roku 8-go, czyli w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP. Wiedząc, że u Pana Boga nie ma przypadków odczytujemy to jako znak, że Matka Boża czuwa także i nad tym dziełem Marianów i razem ze św. Stanisławem Papczyńskim wstawia się za nami u Swojego Syna.

Zapraszamy do wysłuchania homilii, którą tego dnia na Mszy Św. poprzedzającej nabożeństwo wygłosił ks. Jan Rokosz MIC, kustosz Sanktuarium Św. O. Stanisława Papczyńskiego.

 

Bóg daje odpowiedź – relacja z naszych Dni Skupienia w Borzęcinie Dużym

„Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28)

Dzień skupienia w Centrum Misji Afrykańskich w Borzęcinie Dużym, 24-25.11.2018 r.

Jadąc do Borzęcina, nie miałam konkretnych oczekiwań. Chciałam się wyciszyć, dać sobie i Bogu tak trudny do wygospodarowania w codzienności czas, by się do Niego zbliżyć, powiedzieć Mu, co się dzieje obecnie w moim sercu, usłyszeć Jego głos, poczuć Jego miłość. Nie mogłam doczekać się indywidualnej małżeńskiej adoracji Najświętszego Sakramentu, która już nie raz była organizowana na dniach skupienia i która zawsze wywierała na nas duże wrażenie. Byliśmy również z mężem zainteresowani tematyką dnia skupienia, rozeznawaniem duchowym, jako że świta w naszych głowach myśl, że może naszą drogą do rodzicielstwa jest adopcja i jeśli będziemy podejmowali tę decyzję, to chcielibyśmy to zrobić razem z Panem Bogiem.

Po dotarciu na miejsce, zaczęłam się jednak zastanawiać, że może warto by Pana Boga zapytać o coś konkretnego i zmierzyć się z tym, co mi odpowie podczas tych dwóch dni. Do wyrażenia tego konkretnego pytania i oczekiwania niejako zdopingował mnie nasz duszpasterz, prosząc, by na początku każdy z uczestników dni skupienia powiedział, jakie ma oczekiwania co do czasu, który jest przed nami. Zdecydowałam się zadać konkretne pytanie: „Panie, czy naszą drogą jest adopcja? Czy chcesz byśmy podjęli to wyzwanie?”. Od jakiegoś czasu ten temat zaczyna krążyć w naszych małżeńskich rozmowach, jednak strach, niepewność nie pozwalają nam na razie stanąć z tym zagadnieniem „twarzą w twarz”.

Podczas konferencji ksiądz tłumaczył, że życie duchowe jest nierozłączne z naszym życiem codziennym. Nasze serce jest cały czas przestrzenią walki duchowej z pokusami, a zły duch często piętrzy nam trudności, byśmy się zniechęcili, poszli na łatwiznę, poddali się w kryzysie, poszli na skróty… Dzisiejszy świat również kładzie nacisk na nasze ciało, umysł i zaspokajanie potrzeb materialnych i intelektualnych, a sferę duchową spycha na margines rzeczywistości. Takie podejście prowadzi do całkowitego odejścia od Boga, bo przecież nie gdzie indziej jak w naszej sferze duchowej, w momencie kontemplacji, możemy Go spotkać i wejść z Nim w relację. Walka duchowa trwa nieustannie i jeśli ją podejmiemy to będzie się kształtowała nasza osobowość, to kim jesteśmy. „Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” ‒ to powinna być odpowiedź na wszystkie nasze kryzysy, lęki, upadki. Na potwierdzenie tych słów przychodzi również Ewangelia z dnia, w której dotyka mnie zdanie: „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. Cały czas podejmujemy mniej lub bardziej ważne decyzje i tu kolejne odkrycie tych dni skupienia: sugestia, by wchodząc w rzeczywistość podejmowania decyzji, zaprosić do tego Pana Boga. Jeśli tak zrobimy, wtedy On da nam łaskę, byśmy to powołanie wypełnili. W mojej głowie zapadają te słowa na razie delikatnie…

Na zaplanowaną wieczorem adorację dostajemy do przeczytania list św. Jakuba. Udajemy się z mężem w wyznaczonej dla nas godzinie do przepięknej kaplicy, w której klękamy przed Panem Jezusem w niewielkiej odległości, kontemplując Jego oblicze, wyeksponowane w przepięknym ołtarzu będącym jednocześnie tabernakulum i ołtarzem adoracji.

W ciszy, przygaszonym świetle trwamy w tym przepięknym i jednocześnie intymnym czasie. Po kilku minutach moją uwagę przykuwają ręce Maryi, podtrzymujące Jezusa ‒ w moim wyobrażeniu jakby w swoim łonie… Mimo iż wydaje się, że jestem pogodzona z sytuacją i nie reaguję płaczem na kobiety w ciąży, tym razem pękam. Z oczu zaczynają mi płynąć łzy… Trwam tak przez kilka chwil, próbując oddać to Jezusowi i przypomina mi się, że przecież mieliśmy czytać na adoracji list. Otwieram Pismo Święte i zaczynam czytać: „Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość” (Jk 1, 2-3). To jakże piękne pocieszenie, które spada na mnie już na początku lektury, daje mi kolejny raz odpowiedź, że żywy i obecny w Najświętszym Sakramencie Jezus, nasz Pan i Pocieszyciel jest przy nas i na każdym etapie naszego życia chce z nami nieść nasze cierpienia!

W niedzielę zaproszono nas na konferencję gospodarza miejsca, w którym przebywaliśmy ‒ dyrektora Centrum Misji Afrykańskich, księdza Grzegorza, który przybliżył nam działalność misyjną swojego zgromadzenia. Z zainteresowaniem słuchaliśmy teoretycznie nie do końca związanego z tematyką rozeznawania duchowego, aczkolwiek bardzo ciekawego wykładu. Poruszanych było wiele kwestii dotyczących misji, ludności Afryki, misjonarzy. Ksiądz przybliżał nam specyfikę i piękno tego kontynentu i zamieszkujących tam ludzi oraz pełnionej przez misjonarzy i osoby świeckie posługi. Temat wzbudził żywe zainteresowanie, padało wiele pytań. W mojej głowie też pojawiło się kilka, między innymi byłam ciekawa, jak wygląda kwestia bezpieczeństwa oraz niebezpieczeństw związanych z chorobami. W odpowiedzi padły słowa, które poruszyły mnie do głębi, gdyż zdałam sobie sprawę, że są one odpowiedzią nie tylko na zadane przeze mnie przed chwilą pytanie, ale również potwierdzeniem tezy, która dotknęła mnie dzień wcześniej. Ksiądz odrzekł, że jeśli zaprosimy Boga do naszego życia, jeśli z Nim będziemy chcieli żyć w rzeczywistości podjętej decyzji, to On będzie nam błogosławił, będzie nas chronił i o wszystko się zatroszczy…

Czas spędzony na dniach skupienia pokazał mi, że warto stawiać pytania i warto wejść w modlitwę, bo Bóg daje odpowiedź ‒ trzeba tylko chcieć i próbować wejść z Nim w dialog…

aj

Polecamy rekolekcje dla małżeństw

Co prawda dni Skupienia w naszym Duszpasterstwie już z nami, ale dla tych wszystkich, którzy nie mogli z nich skorzystać mamy dwie propozycje rekolekcji od wspólnot z Bydgoszczy i Krakowa.

  1. Rekolekcje „Gdy czekanie na dziecko boli…” 8-9 grudnia 2018 r.

    Duszpasterstwo Akademickie „Martyria” z Bydgoszczy zaprasza na trzecią edycję rekolekcji pod hasłem: „Gdy czekanie na dziecko boli…” dla małżeństw starających się o potomstwo.

    Termin: 8-9 grudnia 2018 r.

    Miejsce: Rekolekcje odbędą się w ośrodku szkoleniowym Caritas w Przysieku

    Więcej informacji: www.gdyczekanieboli.pl
    Wydarzenie na FB: facebook.com

    Zapisy: do 1 grudnia 2018 r.

  2. Dzień Skupienia „Czekając, aż przyjdzie…” 15 grudnia 2018 r.

    Krakowskie Duszpasterstwo Małżeństw Niepłodnych oraz Stowarzyszenie „Abraham i Sara” zapraszają na Adwentowy Dzień Skupienia dla małżeństw niepłodnych zatytułowany: „Czekając, aż przyjdzie…”
    Rozważania wygłosi ks. dr Bogusław Kastelik. Zapraszamy wszystkie małżeństwa starające się o potomstwo, które pragną zawierzyć swoje problemy Panu Bogu oraz spotkać inne pary będące w podobne sytuacji.

    Termin: 15 grudnia 2018 r., od godz. 8:30.

    Miejsce: klasztor Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, ul. Nazaretańska 1, Kraków.

    Więcej informacji: abrahamisara.pl
    Wydarzenie na FB: facebook.com

    Zapisy: do 6 grudnia 2018 r.

Miłość jest płodna

Od września tego roku w Sanktuarium św. Stanisława Papczyńskiego w Górze Kalwarii, w każdą drugą sobotę miesiąca po Mszy Św. o godzinie 17 odbywa się nabożeństwo z modlitwą o uzdrowienie i dar potomstwa połączone z małym egzorcyzmem.

Zapraszamy do wysłuchania homilii wygłoszonej na Mszy Św. poprzedzającej wspomniane nabożeństwo w dniu 10 listopada 2018 r. przez naszego duszpasterza, ks. Tomasza Nowaczka MIC.

 

Zapraszamy na Dni Skupienia w Borzęcinie Dużym

Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. (Dz 17,28)

Tradycyjnie, tuż przed Adwentem zapraszamy małżeństwa pragnące potomstwa na dni skupienia organizowane przez nasze Duszpasterstwo.

W naszej pędzącej codzienności chcemy stworzyć sobie i Wam możliwość zatrzymania się, choć na chwilę, i pobycia trochę z i przy Jezusie. Bez pośpiechu, bez chaosu świata, bez codziennych rozterek. Chcemy by był to dla nas czas wyciszenia, duchowego wzrostu i zbliżenia do Boga.

Wyjątkowym wydarzeniem podczas każdego naszego weekendu jest nocna, osobista adoracja Jezusa w NS. Każde małżeństwo ma wtedy okazję by w zaciszu kaplicy pobyć z Nim sam na sam, w pełnej prywatności i intymności wypowiedzieć swój ból, a może i radość oczekiwania, a także usłyszeć Jego Słowo. Jest to czas gdy przemawia On do serc małżonków obdarzając ich pokojem i zapewniając o swojej miłości do nich, a Duch Święty pomaga im rozeznać wolę Bożą w tym konkretnym momencie życia. Ten właśnie wymiar naszego małżeńskiego życia duchowego, tj. rozeznawanie duchowe w życiu codziennym, postanowiliśmy obrać za temat przewodni tegorocznych dni skupienia.

Być może w podjęciu decyzji o uczestnictwie pomoże Wam świadectwo z ubiegłorocznych dni skupienia, napisane przez jedną z uczestniczek (nota bene obecnie szczęśliwą mamę adopcyjną).

Zapraszamy do uczestnictwa!

Termin: 24-25 listopada 2018 r.
Miejsce: Centrum Misji Afrykańskich w Borzęcinie Dużym (około 10 km od Warszawy)
Temat przewodni:  Rozeznawanie duchowe w życiu codziennym
Koszt uczestnictwa: 150 zł za osobę wraz z wyżywieniem (obiad i kolacja w sobotę oraz śniadanie i obiad w niedzielę)
Informacje i zgłoszenia: kontakt@pragniemypotomstwa.pl

W programie:
  • konferencje (ks. Tomasz Nowaczek MIC, ks. Grzegorz Kucharski SMA)
  • Msza Święta (w sobotę i niedzielę)
  • adoracja Najświętszego Sakramentu
  • Nieszpory i Jutrznia
Dni skupienia rozpoczynamy już o godzinie 9.00 w sobotę, a przewidywany czas zakończenia to niedziela około godziny 16.00.

 

Nie jesteśmy sami

Zapraszamy do wysłuchania (lub przeczytania) homilii wygłoszonej dla Małżeństw Pragnących Potomstwa 9-go września 2018 r. w kaplicy bł. Jerzego Matulewicza na warszawskich Stegnach przez naszego duszpasterza, ks. Tomasza Nowaczka MIC.

9 WRZEŚNIA 2018
Niedziela XXIII tygodnia okresu zwykłego

Pierwsze czytanie (Iz 35, 4-7a)
Powiedzcie małodusznym: „Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by was zbawić”. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło wykrzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód.

Drugie czytanie (Jk 2, 1-5)
Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego, Jezusa Chrystusa uwielbionego, nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato przyodzianego i powiecie: „Ty usiądź na zaszczytnym miejscu”, do ubogiego zaś powiecie: „Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego”, to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?

Ewangelia (Mk 7, 31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: „Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.

Homilia
Dzisiejsze Słowo jest niezwykle pięknym podarunkiem od Pana Boga, który wszystkim tu obecnym dał łaskę jego usłyszenia. My oczywiście szukamy w nim pocieszenia, szukamy jakiegoś egzystencjalnego przykładu, który dotykał by nas w tym duchowym i fizycznym strapieniu niemożności posiadania potomstwa.

To Słowo jest żywe i skuteczne, przenika głębiej niż miecz obosieczny, zdolne jest ocenić Twoje serce, Twoje pragnienia, oddzielić dobro od zła, precyzyjnie to zdefiniować i tak pociągnąć ku sobie, że zapragniesz tym Słowem żyć. Wręcz chciałbyś ażeby Ono stało się Twoim ciałem. Tak jak w Maryi, opiekunce Kościoła, Słowo poczęło się pod sercem – pod JEJ sercem, ujrzało światło dzienne, dzieliło nasz ludzki los, umarło na krzyżu i chwalebnie zmartwychwstało. Słowo które stało się człowiekiem zmartwychwstało, czyli powiedziało, że jest życie ponad śmiercią, jest życie ponad grzechem, jest dobro, jest miłość. Miłość większa od nienawiści i zła. To jest miłość, która jest początkiem, która nieustannie stwarza życie.

Człowiekowi chce się żyć nie tylko dlatego, że coś posiada i coś wypełnił, spełnił, ale dlatego, że widzi przed sobą sens, do którego dąży. Sens, który pociąga. A jakże pociąga druga osoba… Czas zakochania, kiedy czujecie się pociągani, fascynujecie się sobą nawzajem, a Pan Bóg przygotowuje ten moment, byście powiedzieli sobie „tak” i stali się mężem, żoną; na całe życie. A w nim pojawia jest Jezus przychodzący ze swoją obietnicą, że jest lekarzem wszelkich chorób, wszelkich dolegliwości.

Jedno z piękniejszych słów dzisiejszej liturgii słowa to „Odwagi! Nie bójcie się!”. Świat będzie nieustannie mówił, że coś jest niemożliwe, ale Bóg mówi „Odwagi!”. Oto jest Bóg, który zwyciężył śmierć i zło – „przychodzi Boża odpłata” – On sam przychodzi żeby nas zbawić, On sam przychodzi, aby uczynić dobro w każdym z nas.

I wreszcie w liście św. Jakuba Apostoła jest słowo do Was (a także do mnie), ponieważ każdy człowiek, który odczuwa brak, otrzymuje od Ducha Świętego dar pokory i bojaźni bożej, czyli uznania, że Bóg wie lepiej, że zna moją egzystencjalną sytuację, zna ten stan życia, w którym czasem Go oskarżam, kłócę się z Nim, nie rozumiem, zadaję pytania, złoszczę się. Ten Bóg przychodzi do człowieka pełnego bojaźni przed Nim i przychodzi ze słowem pocieszenia. I taki człowiek jest wtedy podobny do wszystkich ubogich tego świata, ale „ubogi” to nie jest nędzarz. Ubogi to ktoś, kto zna prawdę o sobie i zna prawdę o Tym, który niejednokrotnie przekonywał o swojej miłości i dobroci – zna prawdę o Bogu. O Tym, który w drugim człowieku, a ostatecznie w Jezusie Chrystusie, i przede wszystkim w Nim, objawił się bliski mojemu życiu.

Jedno z naszych małżeństw od tygodnia cieszy się potomstwem, które poczęło się blisko rok temu. Jednak początkowo sytuacja była bardzo trudna – dramatyczna diagnoza: dziecko będzie z poważnym schorzeniem, wręcz z umysłowym „zniknięciem”. Nagle okazuje się, że coś, co jest wyczekiwane staje się swoistym egzaminem dla mojego serca, dla mojej myśli o Panu Bogu. Mogliśmy tylko modlić się wspólnie, a dziś… cieszymy się wspaniałym dzieckiem, wspaniałym, zdrowym chłopcem. Dziesięć punktów na dziesięć w skali Apgar to jest coś  jest absolutnie różnego od tego, co początkowo człowiek był w stanie ocenić. Daliśmy Panu Bogu czas, pozwoliliśmy Panu Bogu działać w mocy Ducha Świętego tak, aby przygotowywał nasze serca na wdzięczność, za to że zawsze był wierny swym obietnicom. Ale najpierw dał ducha ojcu i matce, że pośród niepokoju i trudu podjęli decyzję na tak – to jest nasze dziecko bez względu na to, co będzie. I Bóg wierny swym obietnicom błogosławi –  oto zdrowy człowiek!

Słowo mówi dzisiaj do nas, do mnie: czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy go miłują?

Miłować Pana Boga, miłować siebie nawzajem, to nie jest tylko emocjonalne przylgnięcie. Miłość to jest także decyzja. Podejmuję decyzję wchodząc w miłość, która jest trudna i niezrozumiała. Nie wiem dokąd mnie zaprowadzi ta Boża obietnica, ale jest to moment zaufania i decyzji. Jak Abraham wychodzę z ziemi, która jest dla mnie znana, a idę do ziemi, którą obiecuje Ten, którego uznałem za wyższego ode mnie, za wiedzącego lepiej. On musi mieć dobry pomysł na moje życie. Lecz ta decyzja nie przychodzi łatwo. Powie Jan Paweł II, nasz Święty u Boga, w pięknej i wcale niełatwej książce „Osoba i czyn”, że „osoba wzrasta przez decyzje i dojrzewa przez decyzje; bierze odpowiedzialność za decyzje i rozeznaje te decyzje”.

W taki sposób w miłość wchodzimy my, ubodzy tego świata po to abyśmy byli bogaci wiarą i zaufaniem. A Bóg nie pozostawia nas nagich w tym doświadczeniu, tylko nieustannie pokazuje nam, że wypełnia swoją obietnicę. Dlatego, że – przyzywam ten przykład z narodzinami tego „zwykłego” dziecka – Bóg uszczęśliwia rodziców, daje im nowe życie. Bóg daje też NAM konkretny znak. Znak, że nas nie opuszcza, że jest w mocy wypełnić przestrzeń – pewną pustkę serca, pustkę mojego łona, żebym mogła/mógł się otworzyć na życie i na sposób w jaki to życie przyjdzie do mnie.

I wreszcie Ewangelia, to jeszcze jedno świadectwo samego Boga – Jezusa Chrystusa, które przechował pierwotny kościół i podał w Ewangelii św. Marka: uzdrowienie głuchoniemego.

Czasami ból wobec Pana Boga jest tak wielki, że zatyka nam gardło. Jestem tak zmęczony wołaniem, jestem tak zmęczony modlitwą, jestem tak zmęczony innymi ludźmi, którzy czasem mi złorzeczą, albo stawiają pewne tezy, które mnie obrażają, dotykają, ranią. I mówię „dlaczego to mnie wszystko spotyka?” Jestem głuchy, jestem ślepy, potrzebuję tego, o czym mówi Jezus: „Effatha – otwórz się”. Ale zobaczmy – On przychodzi w konkretnych okolicznościach: Chrystus bierze kogoś poza tłum, poza zgiełk. Może jest i tak, że to zgiełk naszych pragnień, czy może raczej nasze pragnienia zamieniają się w swoisty zgiełk, targowisko, przerzucają się nawzajem i nie rozumiemy już samych siebie w tych pragnieniach: „może chcę to, a może coś innego”…

Chrystus zaprasza nas byśmy poszli za nim, na „miejsce osobne”. Osobne od tłumu, osobne od tego wszystkiego, co zajmuje moją głowę, co poraniło moje serce. Po co? Po to, aby wejść w bardzo intymny moment: dotyka palcami moich uszu i – jeszcze mocniej – śliną dotyka języka. „A spojrzawszy w niebo westchnął” pełen współczucia, empatii. Taki jest Bóg, taki jest Emmanuel: bliski nas. Zobaczcie jak mocno przybliżył się do człowieka. „Westchnął i rzekł do niego Effatha – otwórz się”. A zatem nie jesteśmy sami. Sam Jezus Chrystus modli się za nas.

Dlatego przychodzimy na Eucharystię, by doświadczyć Jego modlitwy. To nie tylko my wołamy, modlitwą. To też On woła do Ojca za nami: żeby Bóg otworzył Twoje uszy, otworzył Twoje oczy, otworzył Twoje łono, obdarzył Cię życiem, którego pragniesz. To trzeba sobie mocno uświadomić: Bóg woła za nami, Chrystus woła do Ojca za nami, a w ten sposób uczy też nas wołać do Ojca. My się w ten sposób nawracamy, próbujemy Go naśladować, pójść razem z Nim na miejsce osobne, wysłać kogoś do Boga, prosić o modlitwę, aby ktoś przez tę modlitwę, albo przez gest fizyczny dotykał rzeczywiście moich uszu, śliną dotykał mojego języka, czyli czynił gesty miłości bardzo głębokie – współ-czuł, był empatyczny, szanował moją osobność, a jednocześnie zapraszał do głębokiego zjednoczenia.

Prośmy zatem Ducha Świętego, żeby podczas tej Eucharystii otwierał nasze uszy, otwierał nasze oczy, otwierał serce, a myślę, że niejeden cud w tej niewielkiej wspólnocie będzie możliwy, i że z powodu niejednego cudu będziemy mogli uwielbiać Boga, który jest większy od naszej słabości.